|
Po bardzo dobrym pierwszym tomie
sagi Gone, byłem bardzo ciekawy, czy kontynuacja zachowa wysokie tempo akcji i
na ile Michael Grant odsłoni przed czytelnikami główny wątek opowieści.
Intrygowało mnie też, co będzie się działo, gdy w ETAP-ie zacznie brakować
pożywienia. Odpowiedzi na te pytania znalazłem w tomie drugim serii,
zatytułowanym wymownie – Głód.
Akcja książki przenosi nas trzy miesiące wprzód, po walce
między szlachetną drużyną Sama Temple, a złą ekipą Caina. Miastowi
zorganizowali się nieco, racjonując ograniczoną żywność. Niesforni natomiast
powracają do Coates Academy, by wylizać w spokoju swoje rany po starciu o
władzę absolutną. Czas jednak płynie szybko i wkrótce wszyscy stają w obliczu
nowego zagrożenia – głodu. W supermarkecie, gdzie dokonuje się podziału
żywności, zostają jedynie resztki jedzenia, to samo w lodówkach wszystkich
domów miasteczka Perdido Beach. Zaczyna dochodzić nawet do desperackich aktów
zjadania zwierząt domowych. Prawdziwa walka o przetrwanie wchodzi w decydującą
fazę. Fazę głodu.
Wraz z rozwojem akcji poznajemy kolejne dzieciaki, które
odkrywają w sobie nowe tajemnicze moce nadprzyrodzone. Niektóre z tych talentów
okazują się bardzo przydatne, a inne niestety całkiem bezużyteczne. Ci, którzy
ich w ogóle nie posiadają, buntują się przeciwko uzdolnionym mutantom, co
prowadzi do poważnego konfliktu...
Jeśli chodzi o rozwój sytuacji, niestety początek książki
nieco mnie rozczarował. Opisywanie bieżącego położenia głodujących dzieci
zajęło autorowi ponad dwieście stron, co wydaje mi się przesadne. Przez ten
czas najciekawszy wątek pozostał nietknięty, a akcja zawiązała się dopiero w
połowie grubego tomu. Bez wątpienia mniej cierpliwego czytelnika może to
zniechęcić do dalszej lektury przygód bohaterów serii Gone.
Na szczęście, gdy tylko fabuła nabiera rozpędu, zaczyna
dziać się bardzo wiele. Akcja, w odróżnieniu od tomu pierwszego, podąża
szalonym tempem właśnie w samej końcówce, co w finale pozastawia czytelnika z
przyjemnym uczuciem satysfakcji.
Do czego mógłbym się jeszcze przyczepić? Zastanawia mnie
realizm świata Gone. Autor serwuje nam kilka naprawdę bardzo drastycznych scen
rodem z horroru, aż zacząłem mieć wątpliwości, czy są one odpowiednie dla młodszego czytelnika,
do którego przecież skierowana jest cała saga. Za usprawiedliwienie uznaję
fakt, że postapokaliptyczny świat jest przecież brutalny i bezwzględny, a
dzieci potrafią być okrutne. Nawet mimo to, w moim odczuciu niektóre sceny
wydały mi się sztuczne i naiwne w stosunku do powagi zarysowanej w powieści
sytuacji. Mówiąc dokładniej, nie przeżywałem ich tak, jakbym się tego
spodziewał, gdy np. leje się krew...
Podsumowując: czy warto książkę przeczytać? Jeżeli
czytaliście tom pierwszy i Wam się spodobało, to zżerająca Was ciekawość
podejmie decyzję na tak. Ci, na których zaś nie nie zrobił on większego
wrażenia, powinni decyzję przemyśleć. Ja osobiście nie żałuję i już zaczynam
snuć domysły, co będzie dalej.
Dziękujemy wydawnictwu Jaguar za ufundowanie egzemplarza recenzenckiego.
Kamilos
|